Miałem
zamiar zacząć od innej książki, ale wieczorem wziąłem z półki tę, usiadłem na
podłodze i zacząłem czytać. Z tyłu na okładce widniał – i wciąż widnieje –
napis: "Niezwykłe połączenie powieści i komiksu". I faktycznie… Te niespełna
osiemdziesiąt stron wypełniło coś niezwykłego… Ale zaraz… Ja tu się rozpływam z
zachwytu, a nawet nie powiedziałem czego dotyczy ten wywód.
Otóż w moje ręce trafiła powieść
Davida Almonda, Dzikus. Właściwie nie
jest to powieść a opowiadanie, w którym narracja toczy się z perspektywy
chłopca o imieniu Blue. Opowiada on o swoich przeżyciach związanych ze śmiercią
i o tym, w jaki sposób próbował sobie
poradzić z bólem. Dodatkowo chłopiec był dręczony przez miejscowego chuligana.
Lekarstwem na bolączki stało się pisanie opowieści o tytułowym Dzikusie –
chłopcu żyjącym na skraju lasu, niedaleko domu Blue. Postać staje się pewnego
rodzaju alter ego bohatera.
Cała historia została opisana
genialnie. Wspomnienia chłopca przeplatane się fragmentami pisanej przez niego
opowieści, które zostały zilustrowane przez Dave'a McKfana. Dzięki temu część
stron przeradza się w komiks. Wygląda to świetnie, a całość przyprawia nutką
grozy.
Jest to opowieść, która bez
wątpienia Cię zaskoczy i zachwyci. Nie przejmuj się błędami w części
komiksowej. Tak po prostu piszą dzieci i takie coś funduje nam autor.
Najważniejsza jest prawda, którą próbuje nam przekazać David Almond – w każdym
z nas tkwi Dzikus, ale i w każdym Dzikusie żyje człowiek, który czuje.
Szczerze polecam!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz