Okazuje
się, że niektóre książki nie chcą się dać tak łatwo zrozumieć. Właściwie to
piszący je –mniej lub bardziej świadomie – starają się pewne rzeczy zatuszować.
Na szczęście są na tym świecie ludzie, którzy jakoś to ogarniają i mogą nam
pomóc w zrozumieniu wielu tekstów. Tak było i z tym, o którym teraz
przeczytasz.
Bramy
raju Jerzego
Andrzejewskiego to powieść mówiąca o krucjacie dzieci. Wędrują one do
Jerozolimy, alby swoją czystością i niewinnością wyzwolić grób Chrystusa.
Faktem jest, że owa krucjata – jak łatwo się domyślić – od samego początku
skazana jest na porażkę. No bo skąd dzieci mają wiedzieć gdzie leży Jerozolima,
jak mają wytrwać trudy podróży i w jaki sposób osiągnąć zwycięstwo? Ale
wracając do fabuły… Historia obejmuje czas, w którym podczas podróży każde
dzieci spowiada się staremu mnichowi. Każda z nich coraz bardziej neguje tę
czystość i niewinność, gdyż dzieci spowiadają się ze swoich erotycznych
przeżyć. Od tych małych jak namiętne myśli, aż po seks i homoseksualizm. I może
dalej opisywać zdarzeń nie będę, bo to nie streszczenie.
Właściwie, człowiek, który sięgnie
po tę książkę dla przyjemności, raczej odłoży ją niedoczytując połowy. Książkę
czyta się ciężko. Jest ona pisana (jakby) jednym zdaniem. Owszem, można
wyróżnić pewnie początki i końce, ale nie postawiono tam kropek. Zabieg ten
podkreśla pewien ciąg wydarzeń i wskazuje na coś, czego nie da się przerwać –
prawdopodobnie ma na myśli życie. Jednak mimo szczytnej idei łatwo jest się pogubić
w tym, kto i o czym mówi w danej chwili.
Jeśli chodzi o mnie, to odłożyłbym
ją bardzo szybko, gdyby nie to, że musiałem ją przeczytać na zajęcia z
literatury współczesnej. Nie rozumiałem jej za bardzo, jednak jak już
wspominałem we wstępie, znalazł się człowiek, który starał się wyciągnąć od nas
sens utworu i podpowiedział to i owo – profesor. Gdyby nie on, to chyba byś
teraz nie czytał tego wpisu.
Podsumowując. Jeśli jesteś bardzo
wprawionym czytelnikiem – przeczytaj. Jednak polecam zapoznać się z tłem
historycznym i postacią autora. Mimo trudności w czytaniu i zrozumieniu, jest
to dość ciekawa pozycja (choć tuż po przeczytaniu miałem inne zdanie).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz