sobota, 16 maja 2015

Nie pamiętałem, już pamiętam




Są filmy, o których się nie zapomina. Ale zdarza się, że nie wiemy dlaczego o nich pamiętamy. Wiemy tylko, że były dobre… Tyle… Tak było w przypadku Jestem numerem cztery. Wiedziałem, że jest dobry. Nie wiedziałem dlaczego. Już wiem!

Otóż pooglądałem dziś po raz drugi Jestem numerem cztery. Po kilku latach. Nie pamiętałem praktycznie nic, a dzięki temu zaskakiwał mnie bardzo pozytywnie.
Film opowiada historię młodego chłopaka, który jest uciekinierem z planety Lorien. Ścigany jest przez bezlitosnych Morgańczyków (choć ta nazwa nie utkwiła mi w głowie, więc pewności nie mam czy tak się zwali). Trafia do małego miasteczka, gdzie spotyka Sarę, dziewczynę w której się zakochuje. Oczywiście nasz bohater, John, musi stawić czoła wyzwaniu i przeżyć.
Film jest świetny i godny polecenia. Dlaczego? A dlatego, że został świetnie zrobiony. Spójna, trzymająca w napięcia akcja. Wątki poboczne łączące się z głównym. No i to co szczególnie dla pań może okazać się ważnym – wątek miłosny, zrobiony w dość oklepany i banalny sposób, ale to jak czuje John jest pełne podziwu.
Trzeba dodać, że film jest ekranizacją książki Pittacusa Lore'a, której sam nie czytałem, ale jest u mnie w domu, więc za jakiś czas pewnie po nią sięgnę. Ciekawym jest, że książka ma kilka tomów. A czy film ma dalsze części? Sam nie znalazłem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz