Całe
dzieciństwo spędziłem czytając baśnie, bajki i bajeczki. Opowieści były
przepełnione różnymi bohaterami: ludźmi, zwierzętami, ale też istotami o
których wiemy tak niewiele. Jakiś czas temu wsiadłem na wózek wiozący
fantastykę i dziwy z baśni wróciły do wyobraźni. Tym razem groźniejsze,
wyraźniejsze i ciekawsze.
Książki, które ostatnimi czasy
wypełniały mój czas wolny (choćby minione wakacje – nie te obecne) były
powieści ze świata fantasy. Świata pełnego magii, zjawisk niecodziennych i
postaci, których nigdy nie widziałem i pewnie nie zobaczę. Szczególne owe
stworki odbiły piętno w mojej głowie, więc warto się było zainteresować. Padło
na Bestiariusz słowiański. Rzecz o
skrzatach, wodnikach i rusałkach.
Książka jest typowym leksykonem, taką
małą encyklopedią, w której zebrano opisy słowiańskich potworów, demonów,
duchów i psotnych stworków. Opisy pokazują w co wierzyli ludzie w minionych
wiekach. Wierzyli, a może faktycznie je widzieli? Tego nie wiem, ale na pewno
nie przeszkadzało to w wierze chrześcijańskiej, więc gdzieś podstawy musiały
być. W prawdzie? Tego też nie wiem, a książka o tym nie mówi.
Ponadto autorzy Paweł Zych, Witold
Vargas w opisy wpisali pewne smaczki. Otóż ziejące ironią komentarze uderzają w
naszą rzeczywistość. Można się uśmiać – zapewniam!
Ilustracje również powalają. Szkice
są przepełnione mrokiem i świetnie wprowadzają w klimat.
Mnie leksykon uwiódł i choć są to
tylko stwory słowiańskie to jest ich naprawdę sporo. Polecam, bo można się
wiele dowiedzieć, wiele zrozumieć i miło spędzić czas.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz